Strona główna > Polski > CZYTELNIA > S.Łucja z Fatimy (w odcinkach)

S.Łucja z Fatimy (w odcinkach)

Wtorek 6 marca 2012

W „Promyku Jutrzenki”, piśmie dla dzieci publikujemy systematycznie interesujące wydarzenia z życia siostry Łucji Dos Santos, karmelitanki. S. Łucja była głównym świadkiem objawień fatimskich. Obok dwojga błogosławionych dzieci Hiacynty i Franciszka – jej kuzynów jest patronką Dziecięcej Krucjaty Niepokalanej. Dzięki temu, że Łucja z polecenia przełożonych spisała dokładnie wydarzenia, związane z objawieniami fatimskimi w dwóch dziełach: „Wspomnienia” i „Przesłanie Fatimskie”, może powstać to opracowanie, z którym można się zapoznać.

Łucja urodziła się 22 marca 1907 roku. W 1913 r. w jej życiu miało miejsce pierwsze nadprzyrodzone spotkanie z Maryją. Za radą świątobliwego ojca Cruz, Łucja w dniu pierwszej spowiedzi oddała się na wyłączną własność Najświętszej Maryi Pannie. Kiedy prosiła Maryję, aby „zachowała jej serce tylko dla Boga”, wówczas figura Matki Bożej Różańcowej w kościele parafialnym w Fatimie, łagodnie się do niej uśmiechnęła. Wiosną 1916 r., gdy Łucja razem z Hiacyntą i Franciszkiem pilnowała stada owiec w Loca do Cabeo, dzieciom ukazał się Anioł. Łucja tak go opisała: „Zobaczyliśmy w pewnym oddaleniu ponad drzewami, w kierunku wschodnim, światło bielsze od śniegu, w kształcie młodzieńca przejrzystego, bardziej jaśniejącego niż kryształ w blasku słonecznym”. Anioł powiedział: „Nie bójcie się, jestem Aniołem Pokoju! Módlcie się ze mną”. 13 maja 1917 r. rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Cova da Iria. To właśnie Łucja – najstarsza z trójki pastuszków, rozmawiała z Matką Bożą. Gdy skończyły się objawienia, Łucja coraz bardziej była zmęczona spotkaniami z pielgrzymami, którzy nie dawali jej chwili spokoju. Za radą i z pomocą duchowieństwa, w wieku 14 lat rozpoczęła naukę w Kolegium św. Doroty w Vilar. Cztery lata później wstąpiła do Instytutu św. Doroty, stając się równocześnie postulantką w klasztorze w Tuy w Hiszpanii. Śluby wieczyste złożyła w 1934 roku i przyjęła imię siostry Marii od Matki Boskiej Bolesnej. W 1946 roku wróciła do Portugalii, gdzie 25 marca 1948 roku, za pozwoleniem papieża, wstąpiła do Karmelitanek Bosych w Combrze i przyjęła imię siostry Marii Łucji od Jezusa i Niepokalanego Serca. Zmarła 13 lutego 2005 roku w wieku 97 lat i została pochowana w Coimbrze w klasztorze, w którym przeżyła 50 lat. 13 lutego 2008 r., w trzecią rocznicę śmierci siostry Łucji, papież Benedykt XVI rozpoczął jej proces beatyfikacyjny.

poniżej będzie można się zapoznawać z niektórymi artykułami zamieszczanymi w "Promyku Jutrzenki"

o. Oskar Puszkiewicz OFM

OFIAROWANIE CIERPIEŃ (odcinek 12)

Po trzech zjawieniach Anioła troje Pastuszków wiernie wypełniało jego polecenia. Dzieci gorliwie odmawiały modlitwy, których je nauczył. Najczęściej prowadziły owce tam, gdzie było najwięcej dla nich pożywienia i wtedy oddawały się modlitwom. Po modlitwie różańcowej, którą odmawiały w południe, przystępowały do modlitw Anioła. Kilkanaście razy, pochylone do ziemi, powtarzały: – O mój Boże, wierzę w Ciebie, uwielbiam Cię, ufam Tobie i kocham Cię. Proszę, byś przebaczył tym, którzy nie wierzą, Ciebie nie uwielbiają, nie ufają Tobie i nie kochają Ciebie. – Przenajświętsza Trójco, Ojcze, Synu i Duchu Święty, uwielbiam Cię z najgłębszą czcią i ofiaruję Ci najdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa, obecnego na wszystkich ołtarzach świata, jako zadośćuczynienie za zniewagi, świętokradztwa i obojętności, którymi jest obrażany. Przez nieskończone zasługi Najświętszego Serca Jezusa i za przyczyną Niepokalanego Serca Maryi proszę o nawrócenie biednych grzeszników. Troje Pastuszków z całego serca pragnęło wynagradzać Bogu zniewagi wyrządzane przez ludzi. Dzieci rozmyślały o tym wszystkim, co Anioł im powiedział i czego doświadczyły przy spotkaniu z Wysłańcem nieba. Przez kilka tygodni nie miały ochoty do zabawy. Robiły to, co rodzice im kazali. Resztę czasu przeznaczały na modlitwę. Były też dziwnie słabe fizycznie. Rozmawiały ze sobą na ten temat, dziwiąc się, że nie myślą o zabawie jak kiedyś. A przecież do tej pory umiały się dobrze bawić, a szczególnie Łucja, która była najlepszym wodzirejem zabaw dziecięcych w całej wiosce. Wkrótce najstarsze siostry Łucji – Maria i Teresa, wyszły za mąż i opuściły rodzinny dom. W domu Łucji wszyscy odczuwali jakąś pustkę. Zdarzało się, że ojciec Łucji szedł na cały dzień do gospody i wracał do domu pijany. Obowiązki gospodarza przejął więc brat Łucji Emanuel. Pewnego wieczoru matka oparta o stół głośno szlochała. Siostry Łucji – Gloria i Karolina, brat oraz sama Łycja próbowali pocieszać mamę. Miała być kolacja, a ojca jeszcze nie było. Matka głośno płacząc powiedziała: – Mój Boże! Dokąd poszła radość z tego naszego domu? Łucja zaraz wyszła z domu, aby nie płakać przy mamie. Nie chciała powiększać jej cierpienia. Podeszła do studni, uklękła i oparła głowę o kamienne płyty. Jej łzy spływały po kamieniach i łączyły się z wodą. To cierpienie ofiarowała Bogu w intencji wynagrodzenia Mu wszelkich zniewag wyrządzanych przez ludzi. Nagle usłyszała głos Hiacynty: – Co się stało? Czemu płaczesz? Łucja była tak zapłakana, że nie mogła nic powiedzieć. Franciszek odezwał się: – Przyszliśmy, aby podziwiać naszą lampę Księżyc, ale skoro płaczesz, to posiedzimy z tobą przy studni. Za chwilę było słychać, jak Hiacynta współczująco płacze, a Franciszek rękawem przecierał oczy. Wtedy to Hiacynta głośno zaczęła odmawiać swoimi słowami modlitwę Anioła: – Mój Boże, jako akt zadośćuczynienia i za nawrócenie grzeszników ofiarujemy Ci wszystkie te cierpienia i ofiary. Przez kilka miesięcy często spotykali się przy studni na modlitwie, ofiarując swoje wewnętrzne cierpienia. Łucja miała wiele powodów do łez. Matka zaczęła poważnie chorować. Jeden z lekarzy stwierdził, że ma uszkodzony kręgosłup, wadę serca i opadnięte nerki. Brat Emanuel osiągnął wiek poborowy i groziło mu pójście do wojska i wysłanie na front. Wówczas w Europie trwała I wojna światowa. Właśnie te wszystkie zmartwienia raniły serce Łucji, która prawie codziennie wylewała łzy idąc razem ze swoimi kuzynami paść owce, a często też wieczorami klękając przy studni. Tam również jej wierni towarzysze – Franciszek i Hiacynta, znajdowali ją i razem płakali, i modlili się.

PANI W ŚWIETLE

13 maja 1917 roku był piękny, pogodny dzień. Łucja, Franciszek i Hiacynta prowadzili owce w kierunku pastwiska koło Barreiro. Pastwisko, zwane Cova da Iria, należało do rodziców Łucji. Aby tam się dostać, trzeba było iść przez zarośla i ugory. Dzieci dotarły na miejsce około południa. Na szczycie zbocza Cova da Iria odmówiły modlitwę Anioła. Potem wymyślały różne zabawy. Pomysł Franciszka, aby budować murek dookoła gęstych krzewów, spodobał się nawet grymaszącej Hiacyncie. Wszyscy zaczęli tworzyć budowlę, gdy nagle zobaczyli na niebie błyskawicę. – Lepiej chodźmy do domu – powiedziała Łucja. Zaczyna się błyskać i może nadejść burza. – Dobrze! Dzieci zaczęły schodzić ze zbocza, poganiając owce w stronę drogi. Kiedy doszły mniej więcej do połowy zbocza, blisko dużego dębu znów zabłysło. Chciały przyśpieszyć, ale po kilku krokach ujrzały na tak zwanym skalnym dębie Panią w białej sukni. Jaśniała Ona światłem jaśniejszym niż promienie słoneczne, które świecą przez kryształowe naczynie z wodą. Dzieci zaskoczone tym widzeniem zatrzymały się. Były blisko Pięknej Pani, zanurzone w promieniach światła bijącego od Niej. – Nie bójcie się! Nic złego wam nie zrobię! – Skąd Pani jest? – zapytała Łucja. – Jestem z Nieba! – A czego Pani ode mnie chce? – Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez sześć kolejnych miesięcy, dnia trzynastego o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz. – Czy ja także pójdę do nieba? – spytała Łucja – Tak! – A Hiacynta? – Też! – A Franciszek? – Także, ale musi jeszcze odmówić wiele różańców. Łucja, czując się w obecności Pani bezpiecznie, dalej zadawała pytania. Przypomniała sobie dwie dziewczyny, które niedawno umarły. Były jej koleżankami i uczyły się tkactwa u starszej siostry. Maria das Neves miała około 16 lat, a Amelia była trochę starsza. – Czy Maria jest już w niebie? – Tak, jest. – A Amelia? – Zostanie w czyśćcu aż do końca świata. Gdy Łucja przestała zadawać pytania, Piękna Pani zwróciła się do dzieci, pytając z wielką delikatnością: – Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośba o nawrócenie grzeszników? – Tak, chcemy! – Będziecie więc musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą i pomocą! Przy słowach „łaska Boża” Piękna Pani rozłożyła ręce. Z Jej rąk wyszły promienie światła tak silne, że dzieci odczuły je w swych sercach i najgłębszych zakamarkach duszy. Dzieci zobaczyły siebie w Bogu, który jest tym Światłem. Natychmiast pod wpływem tej łaski padły na kolana i pobożnie powtarzały: – O Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię. Mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie. Po chwili Piękna Pani dodała: – Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny! Potem zaczęła się spokojnie unosić w stronę wschodu i wreszcie znikła w nieskończonej dali. Światło, które Ją otaczało, zdawało się torować Jej drogę do przestworzy niebieskich. Z tego powodu dzieci czasami mówiły, że widziały, jak się niebo otwierało.

Skomentuj ten artykuł

 
SPIP | wykonanie:Fotografia panoramiczna - wirtualne wycieczki | Se connecter | Mapa strony | Prace redakcyjne RSS 2.0