Strona główna > Polski > CZYTELNIA > PRZECIWNOŚCI - ŁUCJA DOS SANTOS (19)

PRZECIWNOŚCI - ŁUCJA DOS SANTOS (19)

Piątek 11 stycznia 2013

O objawieniach Pięknej Pani w Cova da Iria było coraz głośniej. Coraz więcej pojawiało się także trudności w codziennym życiu Pastuszków i ich rodzin. Rodzice Łucji zamartwiali się, że łąka i pole uprawne zostało doszczętne podeptane przez ludzi pielgrzymujących do Cova da Iria. Przed objawieniami na zboczach znajdowało się kilka drzew oliwnych i dębów, i to tam najchętniej wypasały się owieczki. Poniżej zbocza było trochę urodzajnej ziemi, gdzie uprawiano kukurydzę i jarzyny. Wielu ludzi przyjeżdżało konno i zwierzęta zjadały wszystko, co tylko zauważyły. Mama Łucji bolejąc nad tą stratą mówiła do niej: – Gdy teraz będziesz chciała jeść, pójdziesz poprosić o to tę Panią. A jej siostry dodawały: – Teraz powinnaś jeść tylko to, co rośnie w Cova da Iria. Wszystko to było dla Łucji tak bolesne, że nie miała odwagi wziąć do ust nawet kawałka chleba. Proboszcz również podchodził ostrożnie do objawień i na rodzicach Łucji robił wrażenie, jakby nie wierzył w ich prawdziwość. Jednak sprawę nieustannie i roztropnie badał. Wkrótce administrator miasteczka Ourem – Arturo dos Santos, wydał polecenie rodzicom Łucji, Franciszka i Hiacynty, aby stawili się w starostwie na przesłuchanie. Ojciec Hiacynty i Franciszka postanowił, że swoich dzieci nie będzie brał w tak daleką podróż, bo to przecież aż 13 kilometrów. Jedynym środkiem lokomocji w tamtych czasach były albo własne nogi albo grzbiet osiołka. Rodzice Łucji myśleli inaczej. – Moja pójdzie! Niech odpowie sama. Ja nic z tych rzeczy nie rozumiem. A jeżeli kłamie, będzie dobrze, gdy zostanie ukarana – oświadczył ojciec Łucji. Nazajutrz wczesnym rankiem Łucja została posadzona na osiołka, którego prowadził jej ojciec, a wuj szedł obok. Pomimo, że Łucja próbowała utrzymać równowagę trzymając się mocno grzbietu osła, to trzy razy z niego spadła. Dla Hiacynty i Franciszka czas, gdy zostali sami, dłużył się w nieskończoność i bardzo cierpieli myśląc, że Łucja zostanie zabita. Łucja natomiast myślała nad obojętnością swoich rodziców, gdy tymczasem jej wujek i ciocia taką miłością otaczali Franciszka i Hiacyntę. „Mnie rodzice oddają władzom. Trudno. Niech robią ze mną, co chcą. Cierpliwości. Mam przecież to szczęście cierpieć z miłości ku Tobie, mój Boże, za nawrócenie grzeszników” – mówiła w cichości serca. Ta myśl dodała jej otuchy w tych ciężkich chwilach. Starosta przesłuchiwał Łucję w urzędzie powiatowym w obecności ojca, wuja i wielu innych urzędników. Starosta chciał zmusić Łucję, aby mu wyjawiła tajemnicę i żeby przyrzekła, że nie pójdzie więcej do Cova da Iria. Aby to osiągnąć, nie szczędził pochlebstw, a gdy one nie skutkowały, zaczął jej grozić. Widząc, że nic nie wskóra, odprawił Łucję zapewniając, że i tak o wszystkim się dowie, chociażby ona miała to przypłacić życiem. Natomiast ojca Franciszka i Hiacynty upomniał, że nie spełnił jego rozkazu. Wreszcie pozwolił im wrócić do domu. Administrator, który był człowiekiem niewierzącym i należał do masonerii, postanowił, że znajdzie sposób na krnąbrne dzieci, które rozsiewają wieści o objawieniach Pani z nieba.

ciąg dalszy nastąpi

o. Oskar

Skomentuj ten artykuł

 
SPIP | wykonanie:Fotografia panoramiczna - wirtualne wycieczki | Se connecter | Mapa strony | Prace redakcyjne RSS 2.0