Strona główna > Polski > CZYTELNIA > COŚ DOBREGO Z NAZARETU

COŚ DOBREGO Z NAZARETU

Piątek 7 września 2012

Natanael w pierwszej reakcji na wieść o Mesjaszu, który miałby pochodzić z Nazaretu, zareagował niedowierzaniem: „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?” (J 1,46). Jezus jednak widział w nim „prawdziwego Izraelitę, w którym nie ma podstępu” (por. J 1,47). Jego powątpiewanie mogło być zdroworozsądkowe, oparte o zwyczajne życiowe doświadczenie. Nie czaiła się w nim pogarda ani złośliwość wobec tego, co niepozorne. Był człowiekiem dobrej woli. Za radą Filipa przyszedł do Jezusa, by „zobaczyć” i zweryfikować swoje niedowierzanie. Wchodząc w dialog z Jezusem, szybko skorygował to, co uprzednio mniemał. Takiej postawy trzeba nam się uczyć, gdyż jest ona prawdziwie ewangeliczna. Człowiek ma skłonność reagować na wieść o „wielkich rzeczach” niedowierzaniem, podważać możliwość pojawiania się takich rzeczy w swoim pobliżu. Może ta nasza skłonność pochodzi wprost od pierwszych prarodziców, którzy raz zawiódłszy się srodze, gdy obiecano im „wiele”, na zawsze już w sercu zachowali nieufność. Jest to jednak skłonność grzesznika, którą trzeba w sobie pokonywać, by nie przeoczyć sytuacji, gdy sam Bóg przybliża się, by dać nam wiele. Podczas tegorocznych wakacji miałam szczęście przeżyć pielgrzymkę – rekolekcje do Ziemi Świętej. Pełne dziewięć dni i nocy spędzone na ziemi, po której chodził Jezus Chrystus, Maryja Niepokalana, Apostołowie, różni święci, pierwsi i ostatni papieże... Doświadczenie to trudno opisać, gdyż wchodzi w duszę bardzo głęboko i słowami trudno je wydobyć. Chcę jednak wspomnieć na doświadczenie Nazaretu – miasta, nad którym przed dwoma tysiącami lat niebo otwarło się z Dobrą Nowiną. I ta Boża Nowina w Nazarecie – nie kojarzącym się nikomu z czymś znaczącym – znalazła tu Kobietę zdolną i skłonną uwierzyć, otworzyć całe swe życie na to, co jej zwiastowano. Raz powiedziawszy „tak”, nigdy nie „wypaliła się” w swej wierności. Przeżywszy życie w zgodzie z Ewangelią, została do nieba wzięta „cała” – tak, jak cała na nie się otwarła. Maryja z Nazaretu – to prawdziwe DOBRO, które stąd pochodzi, a służy wszystkim aż po krańce świata. Nazaret jest jak „brakujące ogniwo” konieczne dla nawiązania łączności z Tym, który od rajskich czasów wydawał się ludziom nieprzystępny. Na linii Nazaret – Raj odnajdujemy możliwość zrozumienia zamysłów Boga i swojej własnej tajemnicy. Tu poczęło się, wziąwszy „z Niewiasty” człowieczeństwo, Dziecię Boże – kontynuując przerwany przez grzech proces zaludniania ziemi według zamysłu Boga. Z rodziców, którzy od Boga pochodzą „przez stworzenie”, miał na świat przyjść pierwszy człowiek „przez zrodzenie”. Byli nieskalani i wraz z Bogiem mieli „przekazać życie” dziecku, które byłoby owocem komunii miłości. Dziecko powinno było począć się w przestrzeni wolnej od grzechu, narodzić się z rodziców zachowujących jedność z Bogiem. Grzech naruszył ten plan, nie mógł go jednak zniweczyć. W Nazarecie, „w pełni czasów” (Ga 4,1), Bóg go reaktywował i doskonale zrealizował. Jego Syn począł się i narodził z Niepokalanej Matki. Dziewiczy Józef przyjął tych Oboje do siebie i złączył z Nimi całe swe pokorne i pobożne życie. W prostocie dnia codziennego Jezus zanurzał się we wszystko, co ludzkie i swoją Boskością przenikał wszystko, niwecząc dystans, jaki grzech wprowadził między Bogiem a człowiekiem. Chodząc dzisiaj po ulicach Nazaretu odczuwa się coś z tego misterium. Ta przestrzeń jest nasączona Obecnością, czas tego nie zmienił. W pierwszy czwartek lipca o godz. 21.00, według zwyczaju, w Bazylice Zwiastowania zebrali się mieszkańcy Nazaretu i pielgrzymi, by wspólnie przeżywać Godzinę Świętą. Potomkowie tych Nazaretan, którzy uwierzyli Jezusowi – poświadczający, że znalazł On wiarę także wśród sąsiadów i znajomych – zgromadzili się odświętnie przystrojeni, by wpatrywać się w Eucharystyczną Obecność i adorować. Biel koszul mężczyzn, bluzek i chust kobiet wpisała się w piękny krąg, otaczając monstrancję stojącą na ołtarzu, na tle „domu zwiastowania”. Przygotowane przez młodzież piękne nastrojowe śpiewy – wykonywane w języku arabskim, włoskim i angielskim – łatwo wpadają w ucho. Ze wzruszeniem odczytywane fragmenty Ewangelii dotyczące Nazaretu, akty uwielbienia i prośby – po arabsku, po włosku i po polsku (uwzględniono naszą obecność) – przez kobiety i młodzieńca. Na zakończenie błogosławieństwo i bardzo spokojne przejście Jezusa w Eucharystii (niesionego przez włoskiego franciszkanina) w procesji pomiędzy zebranymi. Wrażenie, że rzeczywiście Nazarejczyk, Syn Boga przechadza się pośród nas i błogosławi. Gdybyż kapłani potrafili tak przechodzić w każdej procesji eucharystycznej i przybliżać Chrystusa do nas! Tutaj zarówno miejsce, jak szczera modlitwa – jak się odczuwało – nawykłych do tego mieszkańców Nazaretu, powodowały jakąś niezwykłą grawitację każdego w stronę Chrystusa. Jak przed wiekami, „oczy wszystkich były w Nim utkwione” (por. Łk 4,20). Godzina minęła jak jedna chwila. Zapamiętam Nazaret jako wielką „szkołę adoracji”. Drugie głębokie doświadczenie z Nazaretu dotyczy świętowania niedzieli. Dniem i nocą słyszeliśmy nawoływania muezinów do modlitwy we wszystkich miejscach – w Betlejem, Jerozolimie, Nazarecie. Widzieliśmy zamknięte w piątek sklepy i restauracje prowadzone przez muzułmanów. W szabat obserwowaliśmy zachowujących swoje obyczaje Żydów. W niedzielę chrześcijanie nazaretańscy dali nam dobrą „lekcję świętowania” – znikły stragany, zamknięto sklepy i restauracje, nawet w miejscach z pamiątkami nikt nie handlował. Europejczycy, także Polacy, powinni zawstydzić się głęboko, widząc taką wierność prawu Bożemu w doznającej niedostatku Ziemi Świętej. Chrześcijanie tutaj znają swą tożsamość i potrafią dać jej wyraz. My, nie mając żadnych wytłumaczeń, naruszamy prawo przestrzegania czasów świętych. Tutaj w niedzielę – w Jerozolimie, w Nazarecie – słyszy się dzwony! W centrum Lublina nie słyszałam ich nawet w porze tegorocznej rezurekcji, a w dni powszednie odzywa się dzwon o godz. 6.30 tylko w katedrze. Dlaczego katolicy w Polsce tak łatwo zrezygnowali z prawa do budzenia swej duszy przez wiarę? Rezydujący w Nazarecie bp Giacinto–Boulos Marcuzzo, wikariusz generalny Patriarchy Łacińskiego – któremu posługują krakowskie Nazaretanki – przez godzinę żywo tłumaczył nam, jak wielkie trudności w złożonej sytuacji polityczno–społecznej przeżywają tu wierzący w Chrystusa. Palestyńczycy, czyli potomkowie dawnych narodów (wielorakich) zamieszkujących od tysięcy lat tę ziemię – mają ograniczone prawa obywatelskie, dostęp do wyższych stanowisk i wpływu na rozwój kraju. Są wdzięczni Polakom za solidarność z nimi, bardzo liczą na pielgrzymów, dzięki którym mogą łatwiej egzystować. Nie możemy zapominać, że Dwoje Nazaretan z ciałem i duszą zamieszkuje w wieczności. Oni wskazują nam cel naszych wysiłków podejmowanych w wierze. Ich przyzywamy w naszych modlitwach jako orędujących za nimi u Ojca. Czyż może coś lepszego wyjść z ziemi ku niebu niż to, co wyszło z Nazaretu? Każde Anioł Pański, zwłaszcza odmawiane w łączności z papieżem, może być naszą pielgrzymką do Nazaretu, która umocni i ożywi wiarę.

Teresa Paszkowska

Portfolio

Skomentuj ten artykuł

 
SPIP | wykonanie:Fotografia panoramiczna - wirtualne wycieczki | Se connecter | Mapa strony | Prace redakcyjne RSS 2.0